!! Przeprowadzka

Posted in blog on 17 Wrzesień 2008 by sadorg

uwaga, uwaga…

Przenoszę sie na “własne śmieci”. Kupiłem hosting i zainstalowałem samodzielnego wordpressa. Daje to większą swobodę. Znacznie większą. Więc wygląd i styl są całkiem nowe. I jeszcze coś, ale tu nie napiszę… ;)

Nowy adres to:

http://sheep.sadorg.com

Zapraszam!

Ten blog bedzie sobie tak tu leżał. Może jeszcze coś tu kiedyś napiszę. Stay tuned.

Senne popołudnie.

Posted in life is life, rotfl tagi , on 16 Wrzesień 2008 by sadorg


W sumie może być…

Tłumaczenie: rzu.

Helios 44M-4.

Posted in foto, polibuda on 15 Wrzesień 2008 by sadorg


Spotkałem Puchatka na swoim biurku. Wepchnął się przed kubek i monitor. Siadł na książce.

Podczas krótkiej przerwy w czytaniu ściągnąłem z szafki Heliosa, zapiąłem do puszki i kilka klatek popełniłem. Żywej duszy w okolicy nie było, więc poznęcałem się (fotograficznie naturalnie) nad maskotką… i książką. Jak dziecko normalnie, jak dziecko. Ale f/2 to jest to, a bokeh z Heliosa jedyny w swoim rodzaju :)

Kto z tego skorzysta? Ja bym chciał – fajnie by było jakbym miał pracę już oddaną, sprawdzoną i ocenioną. I widziałbym co dalej…

Z chodnika.

Posted in life is life, w drodze tagi , , on 15 Wrzesień 2008 by sadorg

Krótki spacer po centrum w konkretnym celu (jeden z małych zakładów rzemieślniczych) i kilka widoków, które dobitnie świadczą o tym, że nie znam własnego miasta. Trasa była inna niż zazwyczaj, stąd i pewnie obrazki inne. Diametralnie inne. Kilka ciekawych szyldów, bardzo interesująca architektura, podejrzane bramy i podwórka oraz osoby z przeciwnych biegunów społecznych.

Nogi niosły przed siebie, aż zaniosły na ul. Staromiejską. A tam właśnie odbywa się “Jarmark Katowicki”, o którym słyszałem już coś “piąte przez dziesiąte”. Nie wybierałem się na niego, ale jak mnie same nogi przyniosły i kierunek miałem zgodny, to postanowiłem przemierzyć ulicę na której jarmark ma miejsce. Całkiem sporo ludzi jak na taką “emerycką” porę (godz. 12). Ulica co prawda stała się ekstremalnie wąska, ale całość sprawiała miłe wrażenie. Dość gwarno.  Widać, że jest tu życie. Ale… Asortyment budek jakby bez pomysłu, ładu i składu. Oscypki? Hmm… Talerze i wyroby z drewna obok cukierków? Rzeźby rodem z Afryki? A czarnoskóry sprzedawca pewnie udaje górnika po szychcie? I Karuzela z wyraźnym napisem “Rabkoland”. Za mało Śląska i Katowic na tym miejskich jarmarku. Ale sam pomysł ciekawy. Jest nad czym popracować.

Zdjęć nie mam.

Dni otwarte.

Posted in foto, life is life, wydarzenie tagi , , on 11 Wrzesień 2008 by sadorg

Dni Otwarte PKM Gliwice.

11 i 12 września, czyli dziś i jutro. Standardzik. Prezentacja taboru, zwiedzanie zajezdni z przewodnikiem. Mini wystawa klubu miłośników. Całkiem sporo ludzi, jak na dzien roboczy. Kilka babć z wnuczkami, trochę młodzieży zainteresowanej komunikacją…

Pojechałem z nadzieją na parę ładnych kadrów. Ale jakoś nic co by mnie cieszyło nie ustrzeliłem. Brak weny jakiś. To powyżej to kilka losowo wybranych plików w zasadzie…

Słowacja 2008

Posted in foto, w drodze tagi , , , , , , , , , , , on 7 Wrzesień 2008 by sadorg

W tym roku znów centralnym punktem wakacji był wyjazd na Słowację. Tym razem w nieco większej grupce. 2+2. Cel: Poprad. Wyjazd 22.08. Jazda kiblem do Czechowic Dziedzic, tam podstawiona KKA, ale poczekaliśmy na “Skalnicę”, która zawiozła nas do Cadcy. Tam kupiliśmy bilety w kasie i z przesiadką w Zilinie dojechaliśmy do Popradu.

Drugiego dnia rozgrzewka na szlaku. Spacerek “magistralą” ze Smokowca do Łomnicy. Kilka godzin to trwało, ale było miło. Widoków niestety żadnych, bo całe Tatry były spowite gęstymi chmurami…

W związku z niepewną pogodą kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Spisskiego Hradu – jednego z największych kompleksów zamkowych w Europie Środkowej. Powierzchnia robi wrażenie, same ruiny także.

Na zamku trafiliśmy na pokazy rycerskie – fajna rzecz, nie powiem… Wioska (miasteczko?) przy której leży zamek jest klimatyczne, ale widać, że bardzo biedne. Małe romskie dziecko żebrzące na przystanku autobusowym o jedzenie i dzielące się z siostrą (?) otrzymanym cieastkiem pozostaje w pamięci…

Kolejny dzien to wyprawda na Sławkowski Szczyt (2452). Niestety tylko we dwójkę, resztę rozłożyła choroba… Szlak prosty, ale długi i mozolny. Niestety górne partie Tatr były ciągle w gęstych churach, stąd widoki były takie jak widać na zdjęciach. Mimo to wyprawa udana.

Następnego dnia odpoczynek od górskich szlaków. Kezmarok. Dwa ładne kościoły ewangelickie (w tym jeden potęzny w stylu mauretańskim – na zdjęciu), zwarta staromiejska zabudowa i stylowy, niewielki zamek. Ładnie. Powrót szynobusem pełnym głośnych romów – mniejsze słowackie miejscowości mają chyba z nimi sporo problemów…

Nazajutrz znów w góry. Spacerek dolinką do Zielonego Plesa – bardzo urokliwe miejsce i pięknie położone schronisko. Później wspinaczka na Wielka Świstówkę i pierwsze łańcuchy podczas wyprawy. Poszło gładko :) Cały dzień się chmurzyło, ale nie spadła ani jedna kropla deszczu, Ktoś u góry czuwał…

Wyprawa na Koprowski zakończyła się “defektem” z naszej strony. A. nie była w stanie iść w wysokie góry – długi marsz na Sławkowski Szczyt cały czas dawał znać o sobie. Posiedzieliśmy za to dość długo nad Popradzkim Stawem, razem z jego mieszkańcami (na zdjęciu).

Kolejny dzień – wyprawa do Lewoczy. Kiedyś miasto o dużym znaczeniu, obecnie nieco na uboczu. Duża starówka, okazały ratusz i kościoły na Starym Mieście. Niestety boczne uliczki wyglądały jak ta na drugim zdjęciu…

Kolejny dzień spędziliśmy w Słowackim Raju. Ciasne wąwozy, efektowne wodospady, drabinki, łańcuchy, klamry. Pełen wypas. Szlak niełatwy, wymagający skupienia, ale super ciekawy. Opuszczając Park Narodowy postanowiliśmy udać się na stację kolejową mało uczęszczanym szlakiem i natknęliśmy się na taką wioskę:

Dramatycznie biednie wyglądająca wioska romska. Na nasz widok z wioski wybiegło mnóstwo dzieci, prosząc nas o jedzenie. Wyglądało to jak na migawkach z afryki pokazywanych czasem w TV. Smutne strasznie. Pozbyliśmy się kanapek i na szczęście bezpiecznie dotarliśmy na dworzec.

Ostatniego dnia sierpnia nasza ekipa liczyło jednego człeka więcej. Przyjechał do nas na 3 dni K., aby pobiegać troszkę po górach. Wybraliśmy jednokierunkowy szlak prowadzący przed Bystre Sedlo. Pogoda zrobiła się piekna, a szlak obfitował w ładne pejzaże, więc było co podziwiać…

W ramach odpoczynku od gór “zaliczyliśmy” Koszyce. Pięknie odnowiona starówka i blokowiska na wzgórzach… Dłuuugi spacer i polowanie na tramwaje. Efekty pewnie kiedyś, gdzieś, wypłyną…

Rysy. Szlak, który trzeba było zaliczyć. Nawet nie taki długi jak się wydawał. Ciekawy. A widok z góry “przepyszny” (cytat z przewodnika). Ludzi też nie było, aż tak wielu jak nas straszyli. Udało się bez większych problemów, najwyższy polski szczyt zdobyty :)

W ramach odpoczynku po Rysach wybraliśmy się na foty kolejowe (jakieś efekty tu). Nie obyło się bez szaleństw (zdjęcie). Ogólnie kilka ciekawych kadrów udało się złapać. A wieczorkiem na dokładkę zaliczyliśmy Spisska Nova Ves.

Ostatni dzień w całości na Słowacji przeznaczyliśmy na Pożegnanie D. i G. oraz wycieczkę do Zbójnickiej Chaty. Widoczki ładne, szlak krótki, pośpiechu brak. Wakacyjnie… Wieczorem następiło pakowanie, a rano kolejnego dnia wyjazd.

I znów przesiadka w Zilinie. I tym razem obiad w całkowicie wymarłym zwardoniu. Przepyszna zupa gulaszowa i pierogi ruskie, które smakowały… miętą. I pierwsze od dłuższego czasu polskie piwo. I ta świadomość, że te tak długo oczekiwane chwile tak szybko minęły. Zdecydowanie za szybko. Ekspresem. Ale było pięknie. Dziękuję całej czwórce, ale szczególnie Tobie Słoneczko :*

Beskidzkich klatek kilka.

Posted in foto, w drodze tagi , , , , , , on 19 Sierpień 2008 by sadorg


Barania Góra – widok w kierunku zachodnim

Barania Góra – widok w kierunku Skrzycznego

Sopotnia Wielka – najwyższy beskidzki wodospad (12m)

Pilsko – widok w kierunku Babiej Góry

Dziękuję towarzyszom wędrówek za obecność – i nie ukrywam, że mam nadzieję na ciąg dalszy :)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.