Ku przyszłości.
Co do tego, że należy pracować nad sobą chyba nie ma wątpliwości, prawda? Tak, ja wiem, że to niełatwe. Że niektóre niewidzialne bariery okazują się wyjątkowo twarde, trudne do przełamania. Pół biedy jeśli nie trzeba ich łamać samemu, ale w pojedynkę łatwo zwątpić. Często trzeba z czegoś zrezygnować, mając na uwadze, aby komuś było przez to lepiej lub to co sami możemy osiągnąć w przyszłości. Zastanawiająca jest ilość tych sił, które z całą mocą próbują nas zawrócić w stronę od której przecież chcemy odejść. Syzyfowa praca? Oby nie, przecież są tacy, którym się udało. Łut szczęścia? Hmm, a któż to wie? Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy…
P.S. Pewnie nie będę oryginalny, ale mam już dość tych przygotowań do świąt, które nijak mają się do “radosnego oczekiwania” lub “spokojnej zadumy”.
23 grudzień 2007 @ 13:42
Hmm, a czemu taka pesymistyczna wymowa tej notki? …
24 grudzień 2007 @ 0:40
porządek cały rok, a nie na święta! takie motto mi się ułożyło ostatnio ;)
a praca istotnie Syzyfowa. to tak jak z garbieniem się przed komputerem, wyprostujesz się, siedzisz jakbyś kij połknął, a po chwili przyłapujesz się nad garbem…