Odpływ.
Wszystko co dobre szybko się kończy. Chyba tak już tu pisałem. I to nie raz. No ale cóż na to poradzić, skoro życie tak się ułożyło, że płynie systemem “przypływ – odpływ”. Dziś kilkanaście sekund po 17 zaczął się odpływ. Pociąg zginął w mroku, wśród marznącego deszczu…
Kilka ostatnich dni. Przełom. Przynajmniej dla mnie. To było ważne i potrzebne. Dziękuję :*
6 styczeń 2008 @ 23:20
`…przypływ, odpływ, oddech czasu…`
Tak to już bywa, że żeby spaść najpierw trzeba być na szczycie, a żeby go zdobyć, należy zacząć wspinaczkę od niżej położonych punktów…