Trzebaby i musimysię.

O! Konsolę do gier/lustrzankę/nowe auto/coś inkszego, ale fajnego (niepotrzebne skreślić) kupiłeś… Trzeba by się spotkać, potestowac, pobawić się, obejrzeć. To kiedy? No jakoś się zgadamy, ok? No ok. I zawsze na tym się kończy. Musimy się spotkać, pogadać, razem piwo wypić. Ano, musimy. I znów na tym stop. Po co takie coś? Jako złudzenie kontaktu? Jako uciszenie sumienia? Jak…? No właśnie, jako co? Rzuciłem hasło, to teraz czekam, aż się drugi zgłosi. A drugi tak samo czeka na pierwszego. A ferie właśnie odchodzą wraz z zachodzącym piątkowym słońcem.
Tydzień minął na podróżach po Śląsku z aparatem w ręku. A to Gliwice, a to katowicki Nikiszowiec i Giszowiec, a to kawałek Siemianowic, a to znów południe Katowic. Ale znów ciągnie gdzieś dalej. Taki wypad jak ten do Żywca przydałby się co tydzień, no, najrzadziej co dwa tygodnie. Ale nic to, dni lenistwa właśnie minęły. Zacznie się nowy semestr to cel podróży nieco zmieni swe położenie. Na takie do którego docierają zewsząd takie lokomotywy jak ta powyżej, na miejsce, gdzie znów będzie mój Największy Skarb.
16 luty 2008 @ 12:39
a gdzie to zdjecie zrobione?
16 luty 2008 @ 12:52
Katowice Piotrowice.