Motto: “Odpieprz się Pan, Panie!“
[Lao Che - "Hiszpan"]
Z każdą “szpilą” wbijaną we mnie coraz bardziej powyższe motto “chodziło mi” po głowie. Nuda, zmarnowany czas, dyskusje o niczym i obgadywanie każdego po kolei. Po dzisiejszym dniu nie mam oporów, aby przyrównywać gości do plag egipskich (szarańcza, muchy, żaby czy inne? A może wszystkie na raz?).
Bum. Kolokwium. Bum. Pojutrze. Nie umiem się uczyć z kompa, materiały mam w pdf-ach, a mojej “plujce” paliwo się skończyło. Murphy jak żywy. Wszystko co zaczyna się dobrze…
Czasem, gdy ktoś o coś mnie prosi lub tłumaczy się z czegoś, mam znów pokusę skorzystać z motta. Na razie nie poszło “w ruch”.
Po raz kolejny okazało się, że lepiej nie wiedzieć i żyć (przynajmniej do czasu) w błogiej nieświadomości, niż wiedzieć i dać się zżerać od środka. Po cholerę pcham nos tam gdzie nie trzeba? Plan na dziś niestety nie wykonany.
Jakiś czas temu uderzyłem w stół i do tej pory dwie pary nożyczek się odezwały. Nieźle…
Jeszcze raz a propos motta -> płyta Lao Che (“Gusła”) jest bardzo fajna. Nieco zwariowana i dziwna muzycznie, kontrowersyjna i czasem niezrozumiała tekstowo, ale zabawy z rytmem piękne i kop jaki dają niektóre utwory nieprzeciętny!
Ten wpis został dodany 2 marzec 2008 o 19:35 i widnieje w life is life, muzyka tagi hiszpan, lao che, punkty, szpila, życie. Możesz śledzić odpowiedzi do tego wpisu poprzez RSS 2.0
Możesz zostawić odpowiedź, albo trackback ze swojej strony.
2 marzec 2008 @ 23:48
[...] Original post by sadorg [...]
9 marzec 2008 @ 12:24
Hm, dwie pary nożyczek, co? :P