Ciągle w drodze.

Podeszwy w butach znów cieńsze. Kolejny dzień mnie nosiło. Rano szesnastką na Słoneczną, stamtąd pieszo na kawałek w stronę Siemianowic (aby wykorzystać upatrzony motyw, patrz poprzednia notka. A potem w tył zwrot i poczłapałem w stronę Chorzowa, jedna i druga dwunastka się napatoczyła. Pod budynkiem telewizji w lewo i z górki w stronę MTK, do miejsca, które już nie tylko z targami się kojarzy. Niestety. 0, 30, 110. A potem na pokład 296 i fru, w stronę domu.

Dziś dziadka ze szpitala wypisali. Akurat zdążyłem, żeby go przywitać i troszkę się nim zająć. Kilka godzin w domu.

Po południu padło hasło: zakupy. Chcąc, nie chcąc trzeba się było ruszyć. Najpierw pół apteki, a potem pół Auchana. Tylko czemu to zawsze tak długo trwa? W drodze powrotnej cynk, że Heniek Polak coś nowego na 51 wypuścił (!). Więc wrzuciłem w siebie kolację i wskoczyłem na rower. Jeździło się miło, ale polowanie się nie udało. Nic to, płakać nie będę… Tym bardziej, że już jutro zajęć nie mam.

Długi weekend czas zacząć! :) 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: