Oczy na zapałkach.

W objęcia Morfeusza definitywnie wpadłem po drugiej, a już o 6:30 dzwonił budzik. Pobudka na własne życzenie. Daleka droga do kościoła, pierwsza poranna msza. Jak co tydzień. Swego rodzaju rytuał. Tylko, że teraz cały dzień bardziej snuję się, niż żyję. A tyle do zrobienia… Ech.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: