Widziane z góry.

Przez otwarte okno wpada zimny wiatr. Słychać jak przeciska się w szczelinie pod drzwiami. Przeciąg. Trzeba uważać na dokumenty i inne „papierki”. Stoję przy tym oknie i patrzę. 90m pode mną kilka osób gra w tenisa na kortach. Niewiele dalej grupka ćwiczy skoki przez płotki, skoki w dal… Stoję ponad 330m n.p.m. Najwyższy punkt w tym mieście. Na północy wieża telewizyjna w Bytkowie na wyciągnięcie ręki. Bliżej, w dole, ściśnięte centrum miasta. Na południu niezmierzone obszary zielonego, z którego wystaje kilkadziesiąt bloków z wielkiej płyty. Widać bazylikę w Panewnikach, dużo bliżej z morza zielenie wystaje Wieża Spadochronowa. A tuż pod stopami tętni życiem autostrada A4. I to od niej podnosi się ten uciążliwy, ciągły hałas, do którego było się tak ciężko przyzwyczaić. Daleko na horyzoncie widać Elektrownię w Łaziskach oraz kominy i szyby zakładów w Rudzie Śląskiej i Zabrzu. Całkiem spory kawałem naszego regionu. Regionu, który z góry wygląda w dużej mierze niż z bliska, z ziemi. to już był ostatni dzień. Widoczność niespecjalna (lekka mgiełka), wiatr wyjątkowo dokuczliwy. Tak jakby wyganiał, mówił: „To Ty tu jeszcze jesteś? Idź sobie!”. No więc, było, minęło. Praktyki już za mną. Pozostaną chyba głównie zdjęcia z tego pięknego punktu widokowego. Zdjęcia z których kilka pewnie tu sie wkrótce pojawi. Zachowajcie czujność ;)
Siostra przemówiła. W zasadzie powinienem napisać „siostrzyczka”, bo nie chodzi tu o moją rodzoną, tylko o tą „przybraną”. Co prawda nie osobiście, dowiedziałem się o jej święcie „pocztą pantoflową”. Oczekiwanie na to wydarzenie, na ten moment przełomowy bardzo się dłużyło, ale teraz gdy już jest po wszystkim widać, że przeleciało szybko, za szybko. Choć imię zmieniłaś, to dla mnie zawsze będziesz Anią, małym P*. Zapewniam o pamięci i modlitwie. Mama nadzieję, że gdy już wszystko się jakoś po wielkich emocjach uspokoi, to znów uda się kontakt złapać, co najmniej taki dobry jak był. Krętymi drogami los (?) prowadzi ludzi, ale jeśli jesteś szczęśliwa, z tego co wybrałaś (a coś czuję, że tak właśnie jest) to i ja jestem szczęśliwy z tego powodu.
Z praktyk, z przesiadywania na 22 piętrze w pamięć zapadł mi jeden szczególny dźwięk. Z szumu unoszącego się znad autostrady można wyłowić odgłos auta jadącego ze spora prędkością, słychać silnik pracujący na wysokich obrotach. I nagle przeciągły dźwięk klaksonu, który przechodzi w przenikliwy pisk hamulców i odgłos auta uderzającego w bariery pomiędzy jezdniami. Odgłos tak przejmujący, że aż ciarki po plecach przechodzą. Tak jakby ktoś miażdżył spora ilość aluminiowych puszek po napojach, a w tle coś wielkiego uderzało w gruby mur. Trudny do opisania. Nie trwający nawet sekundy dźwięk, ale bardzo mocno zapisujący się w pamięć. nikomu nie życzę spotkania z takimi „doznaniami słuchowymi” jako świadek, ani, broń Boże, jako uczestnik.
Przypływ i odpływ. To mój rytm ostatnich kilkunastu dni. Przyjazd i odjazd. Z nieba wracam na ziemię, by po kilku godzinach lub dniach, znów się w niebie znaleźć. Dziś znów idę na dworzec, aby A. z pociągu odebrać. Znów będzie tutaj. Dobrze, że stolica zatrzymała ją tylko na 2 dni. I, że znów będziemy mieć okazję, aby spędzić trochę czasu ze sobą. Lubię tak. Nawet, to, że jeśli nie jesteśmy ze sobą to dzieli nas nie 300, a maksymalnie 10km daje mi jakieś poczucie bliskości. Tego, że każdej chwili możemy się zobaczyć. Być razem. A jeśli dodać do tego widniejący już w perspektywie wspólny wyjazd, to jest całkiem miło :)
„Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać!” napisał kiedyś Stanisław Jerzy Lec. Nie cierpię „uszczęśliwiania na siłę”. Nie znoszę, gdy ktoś wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. Gdy pomaga mi w ten sposób, że niewiele brakuje, żebym przez tą pomocną dłoń wywalił się i stracił zęby (np.). gdy ktoś nie do końca radzi sobie ze swoim życiem, a jeszcze próbuje „naprawić” moje. Gdy do tego kogoś nic nie dociera. Słuchać, a słyszeć to dwie różne rzeczy. I nie wystarczy tylko słyszeć. Trzeba słuchać i starać się zrozumieć. Klapki na oczach nie ułatwiają poruszania się po krętej drodze życia. Rzekłem.

Reklamy

komentarze 2 to “Widziane z góry.”

  1. Aż 10 km? :> Czyżbym się aż tak daleko sama zapuszczała? ;-) :P

  2. Jadąc kiedyś tramwajem widziałam przez okno jak rozpędzony samochód uderzył w barierkę, która odgradzała ulicę od przejścia podziemnego. I ten moment zawieszenia- spadnie w dół? W tramwaju zapanowała cisza… Dopiero gdy samochód opadł kołami na ulicę, wszyscy odetchnęli. Tramwaj ruszył, pojechaliśmy. Ale obraz i dźwięk pozostały w pamięci, na zawsze. P.S.Też nikomu tego nie życzę.
    BTW- dodałam Twój blog do listy. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: