Archive for the life is life Category

Senne popołudnie.

Posted in life is life, rotfl with tags , on 16 września 2008 by sadorg


W sumie może być…

Tłumaczenie: rzu.

Z chodnika.

Posted in life is life, w drodze with tags , , on 15 września 2008 by sadorg

Krótki spacer po centrum w konkretnym celu (jeden z małych zakładów rzemieślniczych) i kilka widoków, które dobitnie świadczą o tym, że nie znam własnego miasta. Trasa była inna niż zazwyczaj, stąd i pewnie obrazki inne. Diametralnie inne. Kilka ciekawych szyldów, bardzo interesująca architektura, podejrzane bramy i podwórka oraz osoby z przeciwnych biegunów społecznych.

Nogi niosły przed siebie, aż zaniosły na ul. Staromiejską. A tam właśnie odbywa się „Jarmark Katowicki”, o którym słyszałem już coś „piąte przez dziesiąte”. Nie wybierałem się na niego, ale jak mnie same nogi przyniosły i kierunek miałem zgodny, to postanowiłem przemierzyć ulicę na której jarmark ma miejsce. Całkiem sporo ludzi jak na taką „emerycką” porę (godz. 12). Ulica co prawda stała się ekstremalnie wąska, ale całość sprawiała miłe wrażenie. Dość gwarno.  Widać, że jest tu życie. Ale… Asortyment budek jakby bez pomysłu, ładu i składu. Oscypki? Hmm… Talerze i wyroby z drewna obok cukierków? Rzeźby rodem z Afryki? A czarnoskóry sprzedawca pewnie udaje górnika po szychcie? I Karuzela z wyraźnym napisem „Rabkoland”. Za mało Śląska i Katowic na tym miejskich jarmarku. Ale sam pomysł ciekawy. Jest nad czym popracować.

Zdjęć nie mam.

Dni otwarte.

Posted in foto, life is life, wydarzenie with tags , , on 11 września 2008 by sadorg

Dni Otwarte PKM Gliwice.

11 i 12 września, czyli dziś i jutro. Standardzik. Prezentacja taboru, zwiedzanie zajezdni z przewodnikiem. Mini wystawa klubu miłośników. Całkiem sporo ludzi, jak na dzien roboczy. Kilka babć z wnuczkami, trochę młodzieży zainteresowanej komunikacją…

Pojechałem z nadzieją na parę ładnych kadrów. Ale jakoś nic co by mnie cieszyło nie ustrzeliłem. Brak weny jakiś. To powyżej to kilka losowo wybranych plików w zasadzie…

Burzowo.

Posted in foto, life is life with tags , , , on 15 sierpnia 2008 by sadorg


A dziś rano w słuchawkach:

„Są dni, kiedy mówię: dość
Żyję chyba sobie sam na złość
Wciąż gram, śpiewam, jem i śpię
Tak naprawdę jednak nie ma mnie…”

[ Lady Pank – Wciąż bardziej obcy ]

Może na wyjeździe odżyję…

Dwa dni.

Posted in life is life with tags on 8 sierpnia 2008 by sadorg

Finałowa scena z filmu „Dwa dni w Paryżu”. Mocna. IMHO dzięki tej właśnie scenie ten film jest dobry i wartościowy. Podczas pierwszego oglądania wstrząsa, daje do myślenia. Podczas drugiego też I kolejnych także…

– Cześć.
– Cześć.
– Nie znam cię.
– O czym ty mówisz? Jesteś pijany?
– Siedziałem w fast foodzie, trzymając się za ręce z wróżką, zanim on podpalił to miejsce.
– Z wróżką?
– To nie był pedał, tylko wróżka z nieba. Albo schizofreniczny wegan. Nie cierpi fast foodu. I uświadomiłem sobie coś bardzo podstawowego. Nie znam cię.
– Nie znasz mnie?
– Nie!
Podsumowanie czterech godzin dyskusji jest takie, że niełatwo jest być w związku i jeszcze trudniej jest poznać drugą osobę, i zaakceptować jej wady i przeszłość.
– Marion.
– Wygoliłeś sobie „M”?
Jack wyznał mi, że boi się odrzucenia, jeśli naprawdę poznałabym go, jeśli całkiem by się obnażył przede mną. Jack uświadomił sobie po dwóch latach związku, że wcale mnie nie znał, a ja jego nie znałam. By móc naprawdę kochać się, musieliśmy poznać prawdę o sobie, nawet jeśli to jest niełatwe. Powiedziałam mu prawdę, czyli że nigdy go nie zdradziłam i że tego popołudnia spotkałam się z Mathieu. Nie wkurzył się, bo do niczego nie doszło. Oczywiście. Wyznałam mu, że najtrudniejsze dla mnie jest podjąć decyzję, by być z kimś na zawsze. Całkowicie to rozumiem. Pogodzić się z myślą, że to jest mężczyzna, z którym spędzę resztę życia. Podjęcie decyzji, że dołożę starań, by zostać i rozwiązywać problemy, a nie uciec, gdy pojawi się problem, jest dla mnie bardzo trudnym krokiem. Powiedziałam mu, że nie mogę być z jednym mężczyzną do końca życia. To było kłamstwo, ale powiedziałam to. Spytał mnie, czy jestem wiewiórką, która zbiera facetów jak orzechy, by zrobić zapasy na zimę. Pomyślałam, że to było całkiem śmieszne. Wtedy powiedział coś, co mnie zraniło. Ton jego głosu zmienił się drastycznie. Następnie źle zrozumiałam jego wypowiedź. Zrozumiałam, że już mnie nie kocha i że chce rozejść się. Fascynuje mnie, jak ludzie potrafią czuć szaleńczą miłość, by następnie nie czuć nic. Nic. To boli tak bardzo. Gdy mam przeczucie, że ktoś mnie zostawi, mam zwyczaj odejść jako pierwsza, zanim usłyszę całą historię. I oto mamy to. Jedna więcej, jedna mniej. Kolejna zmarnowana historia miłosna. Naprawdę kocham tę historię. Gdy pomyślę, że to już koniec i że więcej nie zobaczę go takiego. Przez przypadek spotkam go, poznam jego nową dziewczynę, a on mojego chłopaka, i będziemy zachowywać się, jakbyśmy nigdy nie byli razem. I coraz rzadziej będziemy o sobie myśleli, aż całkiem o sobie zapomnimy. Prawie. U mnie zawsze jest tak samo: rozchodzę się i załamuję się, napiję się i pobawię się, spotkam faceta, a potem kolejnego, i porucham sobie, by zapomnieć o tym jedynym. Po kilku miesiącach całkowitej pustki, znowu zacznę szukać prawdziwej miłości. Będę desperacko szukała wszędzie i po dwóch latach samotności spotkam nową miłość, i przysięgnę sobie, że to ta jedyna, aż do chwili gdy jej też nie będzie. Jest taki moment w życiu, gdy już nie pozbierasz się po kolejnym rozstaniu. Nawet jeśli ta osoba dokucza ci przez większość czasu, to i tak nie możesz bez niej żyć. Nawet jeśli ta osoba budzi cię każdego ranka, kichając ci prosto w twarz. Cóż… Bardziej kochasz jej kichnięcia, niż pocałunki kogokolwiek innego.

[tłumaczenie wykonane przez: Grupę Hatak Movies]

Czytaj dalej

Burzowo.

Posted in foto, life is life with tags , , , on 14 lipca 2008 by sadorg

Rekord jakiś? 5 burz jednego dnia. Wszystkie po południu. Wieczorem to już właściwie jedna po drugiej z odstępami ~0,5h. A może traktować to jako jedną z dziurami przerwami. Za oknem (otwartym) przemaszerowało kilka ścian deszczu. Troszkę powiało. Błyskało i grzmiało. W międzyczasie zrobiło się ciemno i godzina już późna. Dobrze się siedzi w czasie burzy przy otwartym oknie, z nogami na zewnątrz, słuchając Trójki (a w niej MiniMaxu). Troszkę porozmyślać. O tym co było i o tym co może być. O tym co tuż obok i nieco dalej. O tych tu i tamtych tam. Chciałem wziąć do ręki ołówek i pisać już wówczas, ale szkoda mi było tracić efektowne widowisko na niebie, przeszywanym błyskawicami…

Dziś pochmurno, ale spokojnie. Leniwie. W tle sączy się to.

Wakacyjnie.

Posted in foto, life is life, w drodze with tags , , , , , on 13 lipca 2008 by sadorg


Były wycieczki rowerowe, tutaj zajechaliśmy aż do Zamościa ;)


Był wypad w góry. Tutaj Hala Boracza.


Były i ciekawe miejsca. Tu źródełko św. Eliasza w Czernej.

Dwa intensywne tygodnie. Wiele kilometrów, wiele szczęśliwych chwil, dużo uśmiechu, zmęczenie. Troszkę droczenia się i nerwów, ale tylko troszkę, prawda? A zresztą… „Kto się czubi…” :). Było super. Szkoda, że tak szybko przeleciało…

P.S. Tak się zastanawiam, czy podlinkowywać pod te miniaturki większe zdjęcia. Hmm?