Archiwum dla Poprad

Słowacja 2008

Posted in foto, w drodze with tags , , , , , , , , , , , on 7 września 2008 by sadorg

W tym roku znów centralnym punktem wakacji był wyjazd na Słowację. Tym razem w nieco większej grupce. 2+2. Cel: Poprad. Wyjazd 22.08. Jazda kiblem do Czechowic Dziedzic, tam podstawiona KKA, ale poczekaliśmy na „Skalnicę”, która zawiozła nas do Cadcy. Tam kupiliśmy bilety w kasie i z przesiadką w Zilinie dojechaliśmy do Popradu.

Drugiego dnia rozgrzewka na szlaku. Spacerek „magistralą” ze Smokowca do Łomnicy. Kilka godzin to trwało, ale było miło. Widoków niestety żadnych, bo całe Tatry były spowite gęstymi chmurami…

W związku z niepewną pogodą kolejny dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Spisskiego Hradu – jednego z największych kompleksów zamkowych w Europie Środkowej. Powierzchnia robi wrażenie, same ruiny także.

Na zamku trafiliśmy na pokazy rycerskie – fajna rzecz, nie powiem… Wioska (miasteczko?) przy której leży zamek jest klimatyczne, ale widać, że bardzo biedne. Małe romskie dziecko żebrzące na przystanku autobusowym o jedzenie i dzielące się z siostrą (?) otrzymanym cieastkiem pozostaje w pamięci…

Kolejny dzien to wyprawda na Sławkowski Szczyt (2452). Niestety tylko we dwójkę, resztę rozłożyła choroba… Szlak prosty, ale długi i mozolny. Niestety górne partie Tatr były ciągle w gęstych churach, stąd widoki były takie jak widać na zdjęciach. Mimo to wyprawa udana.

Następnego dnia odpoczynek od górskich szlaków. Kezmarok. Dwa ładne kościoły ewangelickie (w tym jeden potęzny w stylu mauretańskim – na zdjęciu), zwarta staromiejska zabudowa i stylowy, niewielki zamek. Ładnie. Powrót szynobusem pełnym głośnych romów – mniejsze słowackie miejscowości mają chyba z nimi sporo problemów…

Nazajutrz znów w góry. Spacerek dolinką do Zielonego Plesa – bardzo urokliwe miejsce i pięknie położone schronisko. Później wspinaczka na Wielka Świstówkę i pierwsze łańcuchy podczas wyprawy. Poszło gładko :) Cały dzień się chmurzyło, ale nie spadła ani jedna kropla deszczu, Ktoś u góry czuwał…

Wyprawa na Koprowski zakończyła się „defektem” z naszej strony. A. nie była w stanie iść w wysokie góry – długi marsz na Sławkowski Szczyt cały czas dawał znać o sobie. Posiedzieliśmy za to dość długo nad Popradzkim Stawem, razem z jego mieszkańcami (na zdjęciu).

Kolejny dzień – wyprawa do Lewoczy. Kiedyś miasto o dużym znaczeniu, obecnie nieco na uboczu. Duża starówka, okazały ratusz i kościoły na Starym Mieście. Niestety boczne uliczki wyglądały jak ta na drugim zdjęciu…

Kolejny dzień spędziliśmy w Słowackim Raju. Ciasne wąwozy, efektowne wodospady, drabinki, łańcuchy, klamry. Pełen wypas. Szlak niełatwy, wymagający skupienia, ale super ciekawy. Opuszczając Park Narodowy postanowiliśmy udać się na stację kolejową mało uczęszczanym szlakiem i natknęliśmy się na taką wioskę:

Dramatycznie biednie wyglądająca wioska romska. Na nasz widok z wioski wybiegło mnóstwo dzieci, prosząc nas o jedzenie. Wyglądało to jak na migawkach z afryki pokazywanych czasem w TV. Smutne strasznie. Pozbyliśmy się kanapek i na szczęście bezpiecznie dotarliśmy na dworzec.

Ostatniego dnia sierpnia nasza ekipa liczyło jednego człeka więcej. Przyjechał do nas na 3 dni K., aby pobiegać troszkę po górach. Wybraliśmy jednokierunkowy szlak prowadzący przed Bystre Sedlo. Pogoda zrobiła się piekna, a szlak obfitował w ładne pejzaże, więc było co podziwiać…

W ramach odpoczynku od gór „zaliczyliśmy” Koszyce. Pięknie odnowiona starówka i blokowiska na wzgórzach… Dłuuugi spacer i polowanie na tramwaje. Efekty pewnie kiedyś, gdzieś, wypłyną…

Rysy. Szlak, który trzeba było zaliczyć. Nawet nie taki długi jak się wydawał. Ciekawy. A widok z góry „przepyszny” (cytat z przewodnika). Ludzi też nie było, aż tak wielu jak nas straszyli. Udało się bez większych problemów, najwyższy polski szczyt zdobyty :)

W ramach odpoczynku po Rysach wybraliśmy się na foty kolejowe (jakieś efekty tu). Nie obyło się bez szaleństw (zdjęcie). Ogólnie kilka ciekawych kadrów udało się złapać. A wieczorkiem na dokładkę zaliczyliśmy Spisska Nova Ves.

Ostatni dzień w całości na Słowacji przeznaczyliśmy na Pożegnanie D. i G. oraz wycieczkę do Zbójnickiej Chaty. Widoczki ładne, szlak krótki, pośpiechu brak. Wakacyjnie… Wieczorem następiło pakowanie, a rano kolejnego dnia wyjazd.

I znów przesiadka w Zilinie. I tym razem obiad w całkowicie wymarłym zwardoniu. Przepyszna zupa gulaszowa i pierogi ruskie, które smakowały… miętą. I pierwsze od dłuższego czasu polskie piwo. I ta świadomość, że te tak długo oczekiwane chwile tak szybko minęły. Zdecydowanie za szybko. Ekspresem. Ale było pięknie. Dziękuję całej czwórce, ale szczególnie Tobie Słoneczko :*

Reklamy