Archiwum dla życie

Panowie, co jest?

Posted in life is life, muzyka with tags , , , , on 2 marca 2008 by sadorg

Motto: Odpieprz się Pan, Panie!
[Lao Che – „Hiszpan”]

  • Z każdą „szpilą” wbijaną we mnie coraz bardziej powyższe motto „chodziło mi” po głowie. Nuda, zmarnowany czas, dyskusje o niczym i obgadywanie każdego po kolei. Po dzisiejszym dniu nie mam oporów, aby przyrównywać gości do plag egipskich (szarańcza, muchy, żaby czy inne? A może wszystkie na raz?).
  • Bum. Kolokwium. Bum. Pojutrze. Nie umiem się uczyć z kompa, materiały mam w pdf-ach, a mojej „plujce” paliwo się skończyło. Murphy jak żywy. Wszystko co zaczyna się dobrze…
  • Czasem, gdy ktoś o coś mnie prosi lub tłumaczy się z czegoś, mam znów pokusę skorzystać z motta. Na razie nie poszło „w ruch”.
  • Po raz kolejny okazało się, że lepiej nie wiedzieć i żyć (przynajmniej do czasu) w błogiej nieświadomości, niż wiedzieć i dać się zżerać od środka. Po cholerę pcham nos tam gdzie nie trzeba? Plan na dziś niestety nie wykonany.
  • Jakiś czas temu uderzyłem w stół i do tej pory dwie pary nożyczek się odezwały. Nieźle…
  • Jeszcze raz a propos motta -> płyta Lao Che („Gusła”) jest bardzo fajna. Nieco zwariowana i dziwna muzycznie, kontrowersyjna i czasem niezrozumiała tekstowo, ale zabawy z rytmem piękne i kop jaki dają niektóre utwory nieprzeciętny!
  • Reklamy

    Taki lajf.

    Posted in life is life, rotfl with tags , , , , , on 18 stycznia 2008 by sadorg
    lajf.gif

    Kawałek dzisiejszych Pearlsów. Fascynujące jest ile ciekawych spostrzeżeń dotyczących życia i obserwacji świata czyni autor wśród ogólnej śmiesznej wymowy każdego paska. I tak codziennie. bo czyż nie jest tak, że nawet gdy osiągam sukces to gdzieś w zakamarkach umysłu rodzi się myśl, że pewnie zaraz się coś „sypnie”. Że żmudnie budowany domek z kart zaraz się rozleci. Że ta dobra chwila nie może trwać długo. Bo przecież zawsze coś się psuło, ktoś coś zrobił lub nawet „samo stało się” (Zawsze k… coś). Przykładów znalazłoby się mnóstwo. Każdy na swoim podwórku ma ich na pewno niezliczoną ilość. Zastanawia mnie skąd się bierze takie myślenie? Bo już nawet dzieci rozumują w tym kierunku… jak w tym starym dowcipie:

    Mama opowiada dziecku bajkę:
    -Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, żyła piękna królewna w wielkim zamku. Miała bardzo dobrych i kochających się rodziców. Wszyscy mieszkańcy królestwa żyli w dobrobycie i szczęściu. Na pewnym balu nasza królewna poznała pięknego księcia. Wkrótce się pobrali i dochowali się wspaniałego potomstwa. Na dworze panowały szczęście i radość….
    Dziecko przerywa mamie:
    -Aż tu nagle…

    P.S. Cały dzisiejszy pasek Pearlsów tutaj.

    Bez piasku.

    Posted in life is life with tags , , , , on 12 stycznia 2008 by sadorg

    Stopiątka (taki stary kanciaty tramwaj) stała bezradnie, kręcąc kółkami w miejscu. Niespodziewane ocieplenie spowodowało, że w szynach znów zaległa mada i przyczepność drastycznie spadła. Do tego brak piasku, którym można by troszkę sobie pomóc. Więc utknęła u stóp najbardziej stromego wzniesienia na trasie. Czasem tak jest, że spiętrzające się trudności nas przerastają. Że sytuacja wygląda beznadziejnie. Można czekać na pomoc. Coś przyjedzie i nas wepchnie na górę. Ktoś przyjdzie i wyciągnie do nas pomocną dłoń. Ale czasem warto powalczyć samemu, nie poddawać się. Włożyć w starania maksimum sił. Stopiątka wjechała pod wzniesienie sama – trzeba było wziąć rozpęd. Było ciężko, ale koniec końców sie udało. Walczmy o swoje!

    A tutaj bonus – też tramwajowy (klikamy „następne”). Warto przeklikać do końca :)

    Nocne człap-człap.

    Posted in life is life, w drodze with tags , , , , on 5 stycznia 2008 by sadorg

    Nocą znane miejsca wyglądają inaczej. To w całkowitej ciemności, a to oświetlone pomarańczowym światłem sodowych latarni. Nowe, niespodziewane widoki i ciekawe obserwacje. Czasem kilka znaczących słów. Wigilijna noc i powrót z pasterki drogą, która była wydłużona w sposób maksymalny i te kilkadziesiąt minut, tak ważne, choć krótkie. Krótki wypad na „tanksztellę” po wino i pierwszy spacer w nowym roku, tak różne pod każdym względem. Z pozoru banalne przejście z przystanku do domu, bo to nie był ani „mój” przystanek, ani mój dom, pokazujący jak bardzo nieznana jest najbliższa okolica i jakże różnie wygląda o rożnych porach (zarówno dnia jak i roku). Samotne przemierzanie znanej już bardzo dobrze trasy łączącej „dwa Brynowy„, z muzyką wpadającą prosto w uszy lub bez, czasem z % we krwi, częściej bez. Wiele kroków, dużo milczenia. Szklane oczy. Bardzo wiele myśli. Pomysły, wizje, jak i spostrzeżenia i wnioski. Rześkie zimowe powietrze, mróz, czasem przenikliwy. Niekoniecznie główne ulice, a czasem zupełnie dzikie przejścia. Emocje i uczucia. Problemy i pytania, ale i pojawiające się rozwiązania. Bo mózg lepiej pracuje, gdy nogi są ruchu, a płuca dostają powietrze inne niż to w dusznych mieszkaniach…

    7+1=8.

    Posted in foto, life is life with tags , , , , , , on 31 grudnia 2007 by sadorg
    apple.jpg

    Bo rzeczy nie zawsze toczą się tak, jak by się zdawało. Bo nie wszystko jest tym, na co wygląda. A plany mają to do siebie, że czasem składają się jak domki z kart.

    Rok nie był zły. Ale pora już kończyć.
    Zobaczymy jaki bałwanek („8”) sie okaże…

    P.S. Padający śnieżek nie sprawia problemów? U mnie (FF) działa OK. Jeszcze tak do 2.01 popada sobie ;)

    Ku przyszłości.

    Posted in life is life with tags , , , on 23 grudnia 2007 by sadorg

    Co do tego, że należy pracować nad sobą chyba nie ma wątpliwości, prawda? Tak, ja wiem, że to niełatwe. Że niektóre niewidzialne bariery okazują się wyjątkowo twarde, trudne do przełamania. Pół biedy jeśli nie trzeba ich łamać samemu, ale w pojedynkę łatwo zwątpić. Często trzeba z czegoś zrezygnować, mając na uwadze, aby komuś było przez to lepiej lub to co sami możemy osiągnąć w przyszłości. Zastanawiająca jest ilość tych sił, które z całą mocą próbują nas zawrócić w stronę od której przecież chcemy odejść. Syzyfowa praca? Oby nie, przecież są tacy, którym się udało. Łut szczęścia? Hmm, a któż to wie? Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy…

    P.S. Pewnie nie będę oryginalny, ale mam już dość tych przygotowań do świąt, które nijak mają się do „radosnego oczekiwania” lub „spokojnej zadumy”.